Banicja - Bisz Lyrics

[Zwrotka 1]
Życie zawsze chciało więcej ode mnie
Niż ja od niego i to ono uczyniło mnie tym
Czym jestem i wiesz, że prędzej zdechnę
Niż zadowolę się niczym i odepchnę krzyż
Jestem ofiarą, która sama siebie składa w rymach
Szukam koryta, w którym osiądzie flow
Mojego życia potok wciąż się potyka
Nieustannie piersią wycierając dno
Nigdy nie wiedziałem co jest poezją
Próbuję tylko wytłumaczyć parę spraw
Wiem, że ból ma więcej imion niż jedno
I musisz go oswoić, kiedy zostajesz sam
Pieprzyć tępy pochód dni donikąd
Nigdy nie uwierzę, że jest sens w tym
Każdy z nas jest takim samym banitą
Niektórzy tylko padli I już się nie podnieśli
Nienawidzę ludzi za każde kłamstwo
Które musiałem połknąć, żeby teraz nim rzygać
Ale moje zimne oczy nie gasną
I wszystko, wszystko, dopiero się zaczyna
Nauczyłem się wiele, lecz nie od nich
Głos sumienia #filozof_Seneka
Tak naprawdę mój jest tylko chodnik
Na którym moja stopa miejsca nie zagrzewa
Jestem zgodny z czasem, nie miejscem
Każda sekunda znajduje mnie gdzie indziej
Ramiona otwarte ma tylko przestrzeń
I tylko jej krańce czekają, aż przyjdę
Gonię, a wszystko, co minione
W momencie wyboru zasklepia się jak blizna
Przeszłość jest mostem, który płonie
Przyszłość to wolność - świadoma banicja

[Refren]
Mimo, że to tylko rzep na ogonie, to
Dopóki nie wypluję płuc – gonię go
Wiem, że nie chce mnie świat, go nie do-tyczy
To, co tylko dla mnie jest wszystkim
Lecz moje myśli jedynie wciąż do niej rwą
W niej zbiega się mój szczyt I moje dno
A jedyny mój możliwy koniec
To gdy własny ogon zaknebluje mi pysk i...
Przestanę wyć i uciekać
Przed tym głosem, który gna mnie na... krawędź
Za którą nie ma już... nic

[Zwrotka 2]
Wiem, gdzie jest zapisany mój los
Wykwitły z bólu o marzeniach dziecka
I ciągle stamtąd dobiega mój głos
Pełen prostego pragnienia szczęścia
Wciąż chcę pokonać niemoc
Wobec świata, który łamie mi palce
Jego bezinteresowną przemoc
Która uczyniła mnie kaleką na starcie
Nawet sobie mogę powiedzieć: "Nie znasz mnie"
Wciąż tkwi kij w szprychach mojego życia
Tamto dziecko dzisiaj znowu nie zaśnie
Z twarzą w poduszce, próbując oddychać
Ile to już lat wciąż to samo
Stanowi moją siłę i największą słabość
Brutalnie walcząc, rozrywa tożsamość
I cokolwiek zrobię to zawsze za mało

[Outro]
Mimo, że to tylko rzep na ogonie to
Dopóki nie wypluję płuc – gonię go
Wiem, że nie chce mnie świat, go nie do-tyczy
To, co tylko dla mnie jest wszystkim
Lecz moje myśli jedynie wciąż do niej rwą
W niej zbiega się mój szczyt I moje dno
Żeby móc być sobą zakląłem krąg samotności - banicji...

[Tekst i adnotacje na Rap Genius Polska]

More Lyrics